Jestem ostrzycielem...

Łukasz Karbowiak, ciechanowianin z urodzenia, którego pasja zaprowadziła do Warszawy - miasta, które jest planem filmowym wielu rodzimych produkcji. Droga jaką przebył prowadziła m.in. przez Łódź, Manchester, Afganistan, Sudan, Iran czy Gwatemalę. W swojej pracy dba o jeden z najważniejszych elementów filmu czy serialu – ostrość obrazu.

* Jak zaczęła się twoja przygoda z planem filmowym? Czy po maturze miałeś jasno określony plan na swoje życie zawodowe?
-- (śmiech) Czy miałem? Kiedyś wydawało mi się, że mam plan, że wiem co robię i znam kierunek w którym idę (nie tylko zawodowy). Wszystko mocno się zweryfikowało pod wpływem czasu, doświadczeń i przeżyć. Wiedziałem, że chcę być najlepszy i pracować z najlepszymi oraz dla najlepszych… To czym się zajmuję teraz nie było moim marzeniem, bo nie wiedziałem, że taki zawód istnieje. Czas, miejsca i zdobywane doświadczenie odkryły moje predyspozycje do tego czym zajmuje się teraz.
Gdy chodziłem do gimnazjum i liceum dużo fotografowałem, to była moja pasja. Z czasem zacząłem pisać do lokalnych gazet i fotografowałem dla ogólnopolskich redakcji. W końcu trafiłem do szkoły filmowej w Łodzi.
Następnie pracowałem w TVN24 jako operator kamery. To były ciągłe wyjazdy, reportaże z Kosowa, Iraku, Iranu, Sudanu, Somalii, Haiti (po tsunami), czy z olimpijskich Chin. Te doświadczenia mnie kształtowały.
Z czasem zdałem sobie sprawę, że wszystko, co robię to tylko chwile, bardzo ulotne i zapragnąłem sprawdzić się i spróbować pracy w zdecydowanie trudniejszej formie technicznej, jakim jest plan serialu, fabuły czy reklamy - nie mogłem być operatorem kamery - zrobiłem wiec krok wstecz, zostałem asystentem kamery.
Ale wracając do samego pytania o początku pracy na planie, to było zastępstwo za kolegę - wtedy spodobała mi się forma tej pracy. Oczywiście nie byłem od razu ostrzycielem - zajmowałem się rozwijaniem kabli, ustawianiem podglądów dla reżysera i operatora - zacząłem od podstaw pracy w pionie zdjęciowym.
Po latach znalazłem się tu, gdzie teraz jestem.

* Studiowałeś w Łodzi na wydziale operatorskim realizację telewizyjną. Co dały ci te zajęcia?
-- Pozwoliły wejść w świat filmu i telewizji. Poznałem osoby, które przyczyniły się do mojego rozwoju.

*  Dlaczego zdecydowałeś się zrezygnować ze studiów i wyjechać do Anglii? Nad czym tam pracowałeś?
- Wyjechałem do Anglii po maturze, moje zdjęcia spodobały się w pewnej agencji prasowej, miałem tam kontynuować pracę, jednak dostałem się do szkoły i wróciłem. Mój angielski przełożony przekonał mnie, że szkoła w Łodzi to lepszy wybór, odwiódł mnie też od kontynuowania kariery fotograficznej, która w jego oczach chyliła się ku upadkowi (po latach, przyznaję, miał rację) wtedy zacząłem zajmować się kamerą - pomógł mi w zdobyciu stażu w BBC w Manchester City. Jednak po kilku miesiącach wróciłem do Polski, bo zaczynały się studia.
Ale ponieważ ważniejsza była dla mnie praktyka i doświadczanie zawodu nie dokończyłem studiów filmowych. Odnalazłem się w innej dziedzinie – ekonomii, którą udało mi się skończyć.
Po latach Anglia sama sobie o mnie przypomniała. Byłem już ostrzycielem i zacząłem wyjeżdżać na zlecenia przy projektach ze studentami z londyńskich szkół filmowych - oni po ukończeniu szkoły ciągnęli mnie za sobą. Nie były to hiper produkcje, jednak pozwoliło mi to poznać inny system pracy, nowych ludzi i zupełnie inne techniki pracy.

* Aktualnie pracujesz w Polsce. W których produkcjach mogliśmy oglądać efekty twojej pracy?
- Jest tego dużo, ja sam nie pamiętam i nie chcę podawać tytułów, żeby nie faworyzować produkcji. 15 lat w zawodzie to szmat czasu. Na pewno nie zapomnę współpracy z Jerzym Skolimowskim, Łukaszem Palkowskim, Łukaszem Żalem, Władysławem Pasikowskim czy Sobocińskimi: Michałem i Piotrem...
Tych nazwisk jest cała masa. Wielkich i uznanych jak również jeszcze tych nie „odkrytych”. Wszystkich uwielbiam, każdy z nich jest inny i „jakiś”, dzięki czemu moja praca nie jest monotonna.

* Wyjaśnij na czym polega twoje zajęcie. Kim jest ostrzyciel?
- Jest to osoba odpowiedzialna za ostrość obrazu - a tak z mojego na wasze - to człowiek w składzie pionu kamerowego nazywany pierwszym asystentem kamery, odpowiedzialny za to, żeby obraz był ostry. Bo to nie kamera ostrzy tak, jak nasze aparaty fotograficzne. To ostrzyciel kieruje się umiejętnością wyczucia odległości, zmierzenia jej (kamery od aktora) oraz dokonania korekty w chwili sytuacji losowej jak skorygowanie pozycji aktora lub kamery.
Wszyscy wiemy, że obraz ma być ostry, wiec kiedy coś nie wychodzi jesteśmy świadkami „oburzenia”. W swoim gronie śmiejemy się, że jesteśmy „mistrzami drugiego planu", wykonujemy pracę, która jest widoczna, lecz nikt o nas nie wie...
Ta funkcja wiąże się również z byciem w ciągłym kontakcie z reżyserem i operatorem, którzy przekazują nam swoją wizję, a my korzystając z doświadczenia i umiejętności jesteśmy po to, żeby wykonać ich pomysł lub ewentualnie zaproponować własne rozwiązania.

* Czy często spotykasz się z bagatelizowaniem twojej pracy, umiejętności? Czy wśród ludzi panuje błędne przekonanie, że za ostrość obrazu odpowiada jedynie właściwe ustawienie kamery?
- Kamery profesjonalne nie posiadają funkcji automatycznej ostrości. To skomplikowane technicznie zagadnienie. Często przeostrzenia między postaciami w scenie wynikają z sytuacji. Raz jest ostrzejszy pierwszy plan, raz drugi, innym razem tylko fragment obrazu. Żaden automat nie wyczuje, kiedy skierować ostrość na odpowiedniego bohatera - uwydatniając tym samym emocje czy zagadkę danej sceny.
Ostrość w filmie to forma wyrazu mająca na celu budowanie i stopniowanie emocji w scenie. Bohater w nieostrym tle potrafi być wskazówką do danej historii. Gdyby był w ostrości często, zagadki by nie było… Najczęściej spotykam się z brakiem świadomości istnienia mojej funkcji na planie filmowym. Ludzie z którymi pracuję nie bagatelizują mojej pracy, a zwłaszcza umiejętności, w innym przypadku nie pracowałbym przy topowych produkcjach w tym kraju.

* Pracowałeś przy takich serialach jak "Chyłka", "Brzydula" czy "Prawo Agaty”, „Listach do M", a także przy wielu filmach Patryka Vegi. Czy jest różnica między planem filmowym i serialowym?
- Są to różnice zauważalne jedynie dla mnie, to kwestie techniczne. Często też tempo pracy oraz czas trwania dnia zdjęciowego. Jeżeli chodzi jednak o moją pracę, to nie czuję różnicy. Często seriale potrafią być trudniejsze w zagadnieniach technicznych lecz nie jest to reguła.

* Czym poza pracą zajmujesz swój czas? Jest go dużo?
-- (śmiech) Czasu mamy tyle, ile chcemy, pomijając 12-16 godzin spędzanych na planie (nie liczę dojazdów) więc nasza praca to nasze życie. Poświęcamy się dla rozrywki innych. Lecz, nie oszukujmy się, większość z nas kocha to co robi, mimo wielu niedogodności, często kosztem rodziny, przyjaciół i samych siebie - może nie bez powodu istnieje powiedzenie „film to nie zawód - to styl życia".
Więc z czasem bywa różnie, nie mając rodziny jest mi łatwiej poświęcać go dla innych. Przede wszystkim pies Dolar - moja miłość... Przy tak zapełnionym kalendarzu jest wyzwaniem znalezienie czasu dla czworonoga. Mnie jakoś się to udaje, z pomocą sąsiadów i przyjaciół nie cierpi. Często bywa ze mną na planach, gdzie jest uwielbiany.
No i jest jeszcze kawa, a dokładnie palenie kawy. Nie pamiętam, kiedy dokładnie tym się zainteresowałem. Po prostu zacząłem uczyć się palenia kawy, robię to z pasji, dla odprężenia i chęci spędzenia czasu poza planem filmowym. Tylko bez kolegów i koleżanek z filmu moje roastingowe zapędy (roasting coffe - palenie kawy) nie miałoby to racji bytu. Gdyby nie moja filmowa rodzina, nigdy bym się nie odważył i nie rozpoczął palenia kawy, a także zdobywania odpowiedniej wiedzy, sprzętu i miejsca.
Dzięki wyjazdom i materiałom jakie realizowałem na całym świecie, poznałem polsko-gwatemalską rodzinę, odwiedziłem ich i zarazili mnie miłością do gwatemalskiej kawy. Z czasem zacząłem inwestować w to pieniądze.
Wprowadzam nowy produkt na rynek i istnieje szansa, że sklep firmowy pojawi się kiedyś również w Ciechanowie, kto wie...

Rozmawiała NATALIA MIESZKOWSKA

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież