ul. ks. Ściegiennego 2, 06-400 Ciechanów 23 672 34 02 sekretariat@ciechpress.pl Pon.-Pt.: 8.00 - 16.00

Firma z marzeń i pasji ulepiona. ZPH "Feliks" z Pułtuska

Fot. Archiwum Doroty i Bogusława Polewaczyków

Nie chcieli pracować na etatach, tylko prowadzić własną działalność. Ona wniosła kreatywność, on z wykształcenia ekonomista – wiedzę i umiejętności w tym zakresie. Tworzenie i realizacja pomysłów łączyły się z ciężką pracą. Dorota i Bogusław Polewaczykowie ze swoich marzeń i pasji, z którą podchodzili do kolejnych zadań, zbudowali w Pułtusku Zakład Produkcyjno-Handlowy „Feliks”. Można rzec: ulepili, bo ich głównym produktem są pierogi, znane, jak i inne wyroby kulinarne mrożone „Feliksa”, nie tylko przez Mazowszan. „Smacznie i zdrowo” to hasło przyświeca rodzinnej firmie już ponad 30 lat.

– Oboje nie chcieliśmy iść śladami rodziców i pracować na etatach, tylko zamierzaliśmy stworzyć coś własnego – przyznają Dorota i Bogusław Polewaczykowie. – Pomyśleliśmy, że nasze dzieci będą miały inny start niż my i w ogóle chcieliśmy nasze życie inaczej poprowadzić niż pokolenie przed nami – twierdzą. – Mieliśmy marzenia i pasję, za to nie mieliśmy pojęcia o trudnościach – dodaje z uśmiechem pani Dorota, wspominając rok 1989.

Mini Hortex w Pułtusku

Młodzi małżonkowie i rodzice małej Igi, a rok później i Julity, wynajęli kiosk przy al. Tysiąclecia. Zamienili go na małą cukierenkę oraz wytwórnię rzemieślniczych lodów, bitej śmietany do gofrów i deserów. By kupić automat do lodów, wzięli pierwszy w życiu kredyt.

– Zrobiliśmy mini Hortex w Pułtusku, czegoś takiego nie było – śmieje się pani Dorota. 

Założyciele byli pierwszymi i przez jakiś czas jedynymi pracownikami firmy: organizowali proces produkcyjny, robili zakupy, sprzątali, sprzedawali, podejmując decyzje wspólnie. Dotknięci kryzysem ekonomicznym wczesnych lat 90. próbowali utrzymać firmę i rodzinę, co im się udało. Bogusław Polewaczyk skonstruował maszynę do ubijania śmietany (składała się m.in. z silnika od pralki marki Frania i dużego opakowania po kremie z NRD). 

– Byliśmy pionierami na rynku lokalnym – zauważa pan Bogusław.

Pierogi, nowa siedziba i punkty zwrotne

Pierwsze pierogi małżonkowie robili sami. Wówczas pan Bogdan wymyślił kolejny wynalazek: maszynę do zagniatania ciasta, potem zaczął wymyślać, jak nadziewać pierogi.

– Zaczynaliśmy od pierogów klejonych ręcznie, poprzez zaciskane, aż do pełnej automatyzacji z komorami chłodniczymi, tunelami zamrażalniczymi, maszynami. Wszystko jest pomysłu mojego męża, nawet maszyna, na której robimy pierogi – opowiada pani Dorota.

Punktem zwrotnym czy kamieniem milowym dla „Feliksa” była sytuacja, gdy małżonkom przestało się opłacać wynajmowanie małej przestrzeni. Postanowili zaryzykować: zarobione pieniądze i kredyt przeznaczyli na kupno niedokończonej hali (typu „obraz nędzy i rozpaczy”) w pułtuskich Popławach. Zanim ruszyli z produkcją, trzeba było ją wyremontować.

Od 1994 r. ZPH „Feliks” zaczął swój wzrost.

Firma stopniowo rozszerzała asortyment, budowała rynek odbiorców, zawierała kontakty handlowe, wyjeżdżała na targi, z których przywoziła pomysły. Okazało się, że „Feliks”, którego nazwa, imię męskie pochodzenia łacińskiego oznacza „szczęśliwy”, miał szczęście. Pierwszy duży kontrakt zawarł z nieistniejącą już dziś firmą z Poznania i został jej głównym dostawcą.

– Spróbowali naszych wyrobów i stwierdzili, że jesteśmy bezkonkurencyjni. Dzięki temu mieliśmy zupełnie inny rynek zbytu i mocniej ruszyliśmy do przodu – wspomina założycielka firmy. – Takich kamieni milowych było kilka. Mieliśmy też kryzysy i załamania zależnie od sytuacji gospodarki, bo to są naczynia połączone ekonomicznie.

Rodzinny „Feliks” dzisiaj

Obecnie pułtuska firma produkuje, oprócz siedmiu odmian mrożonych pierogów, knedle, pyzy, uszka, kopytka, kartacze, kluski śląskie, a część z nich jest odpowiednia dla wegetarian i wegan. Wyroby są oparte na tradycyjnych recepturach i wytwarzane, jak na początku, z najwyższej jakości naturalnych składników, ale produkcja odbywa się z zastosowaniem nowoczesnych technologii. 

Firma cały czas się rozwija. Bogusław Polewaczyk zajmuje się parkiem maszynowym, wymyśla nowe maszyny lub przeprogramowuje i dostosowuje do potrzeb zakładu maszyny zakupione, współpracując z firmą chłodniczą „Igloszron” Mirosława i Adama Ciskowskich z Pułtuska. Dorota Polewaczyk wymyśla receptury lub udoskonala już istniejące. W prowadzeniu „Feliksa”, ku ich zadowoleniu, wspierają ich, córka Julita i zięć Mateusz Polak.

O firmie Dorota Polewaczyk może opowiadać długo i barwnie, tak jak jej mąż Bogdan. Długo i ciekawie może opowiadać również o prowadzonej przez nią z potrzeby serca, powstałej w 2020 r. Fundacji Promocji Kultury i Edukacji „Art-Heart”. 

Czy założyciele „Feliksa” lubią swoje wyroby? Oczywiście. Wiedzą, że każdy ich wyrób ma zwolenników, co ich cieszy, ale też są otwarci na uwagi. Obecnie pracują nad kołdunami.

– Naprawdę robimy dobry towar – mówią. O początkach ulepionej z marzeń i pasji firmy przypomina logo: „Feliks” złożone z liter w stylu retro (pierwsze wykonała ręcznie pani Dorota, a panu Bogdanowi się spodobały). Pozostało niezmienne, jak i hasło: „smacznie i zdrowo”.

Cały artykuł z cyklu "Firma z sąsiedztwa" w TC nr 49 z 28.11.2023

Komentarze obsługiwane przez CComment