Nigdy nie zrozumiem Holokaustu

Rozmowa z Johnem Michaelem Dolanem, amerykańskim pisarzem, autorem książki „Trumpets of Jericho”, opowiadającej m.in. o życiu i śmierci Rozy Roboty, żydowskim powstaniu w obozie koncentracyjnym w Auschwitz.

6 stycznia 1945 r. Roza Robota i jej trzy koleżanki należące do żydowskiego ruchu oporu zostały powieszone w Auschwitz Birkenau. Wcześniej, przez kilka miesięcy kobiety pomagały w przemycaniu prochu, który posłużył później do próby wysadzenia jednego z krematoriów.
Powstanie finalnie upadło. Wielu Żydów zginęło, a cztery dziewczyny zostały aresztowane. Okropnie je torturowano. Zginęły z rąk gestapowców w ostatniej publicznej egzekucji w Auschwitz. Trzy tygodnie później obóz wyzwolili sowieci.

* Kim jest John Michael Dolan?

- Pisarzem, humanistą, trochę filozofem. Od wielu lat badam i próbuję bezskutecznie zrozumieć Holokaust. W moim przypadku zaczęło się to dość wcześnie, bo już w wieku 12 lat przeczytałem książkę byłego więźnia Auschwitz Rudolfa Vrby pt. „Nie mogę wybaczyć”. Jako młody człowiek miałem okazję mieszkać w różnych egzotycznych miejscach. Tułałem się z miejsca na miejsce: Hawaje, Meksyk, Kanada, New Jersey, Nowy Orlean. Podróżowanie sprawiło, że zacząłem pisać, tworząc opowiadania i artykuły. Jestem Amerykaninem, mieszkam niedaleko Austin, w stanie Teksas, ale dość często zdarza mi się bywać w Kalifornii, skąd pochodzę. Staram się jak najwięcej „wycisnąć” z obu tych wielkich miast.

*Na swoją pierwszą książkę kazałeś jednak dość długo czekać.

- Przez ponad 30 lat byłem barmanem. Pracowałem za barem chyba wszystkich możliwych rodzajów klubów. Rzucałem i wracałem na studia. Bawiłem się, marnowałem czas, trochę publikowałem. Zawsze zależało mi jednak na pisaniu. Wiele zmieniło się, gdy pewnego dnia odwiedziłem Muzeum Holokaustu w Houston i natrafiłem tam na wędrowną wystawę, a na niej zdjęcie młodej żydowskiej dziewczyny, którą okazała się Rozą Robotą...

* Twoja książka „Trumpets of Jericho” („Trąby Jerycha” – przyp. red.) liczy blisko 600 stron. W jaki sposób szukałeś informacji na temat żydowskiej społeczności Ciechanowa, życia i śmierci w obozie zagłady, a następnie powstania, które miało miejsce 7 października 1944 r.

- Studiowanie dokumentów, czytanie i poszerzanie wiedzy zajęło mi kilka lat. Miałem przewagę na starcie, można powiedzieć, że całe życie badałem Holokaust. Nawet jako dziecko czytałam o tym książki dla dorosłych, nie wiem dlaczego. To trochę tak, jak widzisz straszliwy wypadek na drodze, nie chcesz patrzeć, ale pokusa spojrzenia jest silniejsza. Zbierając dokumenty spędziłem wiele godzin w imponującej bibliotece Muzeum Holokaustu w Houston. Tam czytałem dokumenty historyczne, wypożyczałem książki, w domu oglądałem filmy i dokumenty. W muzeum mnóstwo czasu spędzałem przy kserokopiarce, bo niektórych książek nie można było wypożyczyć.

* O Rozie Robocie i żydowskim powstaniu w Auschwitz wie dzisiaj zapewne wąska grupa ludzi. Czy natknąłeś się na jakieś inne książki, które choćby wspominały osobę Rozy lub bunt Żydów w Auschwitz?

- Kilka lat temu ukazało się w języku niemieckim obszerne opowiadanie o tym fakcie, ale moja książka jest chyba jedyną, która w całości poświęcona jest powstaniu Żydów w obozie zagłady. Jeśli chodzi o Rozę i nieznajomość jej dla opinii publicznej, wierzę, że jest to odbicie nie tylko tego, co otacza Holokaust, ale ogólnie historię. Czytelników poważnej literatury jest stosunkowo bardzo niewielu.

 

a1dxlcljl__sy600_

* Czy twoją powieść można nazwać książką historyczną?

- Nie do końca. To bardziej fikcja historyczna, jeśli tak to można nazwać. W mojej książce znajdziesz wiele cennych informacji nie tylko o Rozie, ale także o roli, jaką odegrała w żydowskim powstaniu zbrojnym. I o jej heroicznych czynach w następstwie buntu. Moja książka ma mocne poparcie w faktach historycznych.
W trakcie poszukiwań czułem, że poznałem Rozę na tyle dobrze, aby rozwinąć jej życie wewnętrzne i zewnętrzne. Pokusiłem się o wątki miłosne, bo przecież w obozie zagłady ludzie też się kochali, nawet zawierali małżeństwa.
Nie istnieje też oczywiście wiele zapisów jej wypowiedzianych słów, chociaż większość dialogów w książce należy do niej. Wymyśliłem też, w jaki sposób dostała pracę w Bekleidungskammer (magazyn do sortowania odzieży) na stanowisku, które dawało jej dużą swobodę poruszania się po obozie. Pod wszystkimi innymi względami jej portret jest historycznie prawdziwy.

* Którzy bohaterowie zrobili na tobie największe wrażenie?

- Roza i jej najlepszy przyjaciel Noah Zabludowicz (również urodzony w Ciechanowie – przyp. red.) znajdują się na szczycie mojej listy, ale muszę przyznać, że podziwiam kapo Kamińskiego, jednego z architektów powstania i de facto przywódcy Sonderkommando, który je zainicjował. To byli żydowscy nieszczęśnicy zmuszani pod groźbą śmierci do okropnej pracy w krematoriach. Jak zaświadczył każdy ocalały, który go znał, pod szorstkim i drapieżnym wyglądem, krył się dobry człowiek. Żaden więzień nie zrobił więcej, aby łagodzić otaczające go cierpienie i zapewnić mu wysokie miejsce w hierarchii więźniów. Jak bardzo pociąga mnie ten Kamiński? Jego wnuczka z Izraela powiedziała mi, że jego nazwisko pojawiło się w mojej powieści 247 razy.

holocaust-museum-houston

* W jaki sposób radziłeś sobie z tworzeniem ról „złych postaci”. Niektórzy pisarze przyznają, że pisanie tych wszystkich mrocznych scen kosztuje ich dużo zdrowia.

- Masz rację: jedną z najtrudniejszych rzeczy w pisaniu książki było wejście do głów tych „złych”, chociaż to określenie w ich przypadku jest zdecydowanie zbyt łagodne. Pisarz musi jednak przez chwilę myśleć tak, jak oni myśleli, patrzeć na świat ich oczami, w istocie stając się sukinsynem, aby urealnić te sceny czytelnikowi. Były długie fragmenty, w których musiałem mówić obrzydliwe rzeczy, „dokonywać” obrzydliwych czynów. Z drugiej strony ogromna większość moich postaci jest sympatyczna i zawsze mogłem odnieść się do ich szlachetności, aby zrównoważyć barbarzyństwo esesmanów. Mogę sobie tylko wyobrazić, przez jakie dziwactwa musiał przejść Brett Easton Ellis, pisząc „American Psycho”.

* Czego twoi czytelnicy mogą spodziewać się w przyszłości?
- Pomyślałem, że po „Trąbkach” powinienem napisać jeszcze jedną książkę dotykającą tematu Holokaustu. Akcja powieści, którą już kończę, toczy się w Budapeszcie podczas eksterminacji węgierskich Żydów przez SS w 1944 roku. Jej tytuł - „Pani Wallenberg”. Próbuję w niej uczłowieczyć jednego z większych bohaterów, szwedzkiego dyplomatę Raoula Wallenberga. Jak zwykle chcę dotrzeć tam, gdzie nie docierają inni autorzy, głęboko w serce i duszę nie tylko bohatera, ale i człowieka.
W planach mam też trzecią powieść, której akcja dzieje się w okupowanej przez Rzymian Palestynie w I wieku naszej ery. Chociaż nie jestem Żydem, historia tego ludu oferuje autorowi niekończącą się fabułę.

* Czy jest szansa, że „Trumpets of Jericho” zostanie kiedyś przetłumaczone na język polski?
- Nie mam pojęcia. Bardzo bym chciał, ale niewiele w tej sprawie zależy ode mnie. W Polsce, poza tobą, pewnie niewiele osób wie o istnieniu mojej książki. Być może, gdyby została przetłumaczona, coś w tej sprawie by się zmieniło. Życzę sobie, żeby polski czytelnik mógł zapoznać się z tym, co napisałem. Książkę w wersji e-booka do czytania chociażby na Kindle’a łatwo zamówić przez Amazon. Oczywiście jest też tradycyjna książka papierowa.
Przy jej pisaniu często zastanawiałem się czy mieszkańcy Ciechanowa w jakiś specjalny sposób celebrują bohaterstwo Rozy i Grupy Ciechanów.

*Niespecjalnie. Powiedziałbym nawet, że nie. W Ciechanowie jest jedna, trochę zapomniana uliczka nazwana imieniem Rozy Roboty. W polskich szkołach o tym się nie uczy, bo niby skąd nauczyciele mają o tym wiedzieć?
- Szkoda...

*Czy wierzysz, że twoja książka, skupiająca się na tym konkretnym wydarzeniu, może uczynić ludzi bardziej tolerancyjnymi, wyrozumiałymi?
- Nie sądzę. Książka raczej nie zmieni sposobu postrzegania świata przez zagorzałych rasistów, faszystów, zwolenników płaskiej ziemi czy niektórych skrajnych polityków prawicy. W Polsce chyba wiecie o tym bardzo dobrze?

* W takim razie do kogo jest skierowana twoja opowieść?
- Chciałbym, żeby przemówiła do jak największej liczby czytelników, ale nie łudzę się, że podbiję nią świat. Zapewne mogą zainteresować się nią Żydzi, oczywiście pewnie też ci powyżej 30. roku życia. Czy ktoś młodszy w dzisiejszym świecie w ogóle czyta jeszcze książki? Wydaje mi się, że może też zainteresować miłośników historii XX w., w końcu niewiele rzeczy ukształtowało powojenny świat w większym stopniu niż Holokaust.

* Czytelnicy lubią wiedzieć jak wygląda zwykły dzień pisarza. Czy masz określony czas na pisanie, sposób pisania, konkretne miejsce?
- Szczerze mówiąc, nie wydaje mi się to interesujące dla nikogo poza może moją matką. Rano do życia potrzebuję zastrzyku kawy, śniadania, kuracji przeciwnowotworowej. Na szczęście od ponad pięciu lat choroba jest w remisji. Po tych rytuałach kieruję się do mojej pisarskiej jaskini, gdzie potrzebuję ciszy. Zaczynam od zredagowania tego, co napisałam dzień wcześniej, żeby wczuć się w bieg wydarzeń. Po obiedzie przeglądam to, co wcześniej wystukałem na klawiaturze, a na koniec dnia próbuję o tym zapomnieć. Często bezskutecznie. Mając opracowany pierwszy szkic, mogę poświęcić kolejne sześć do dwunastu miesięcy na dopracowanie. Wszystko to przekłada się na to, że nie mam życia, gdy jestem w uścisku muzy. I prawdopodobnie wyjaśnia to też, przynajmniej lubię tak myśleć, dlaczego nie jestem już żonaty. „C'est la vie, c'est la guerre” (To jest życie, to jest wojna – przyp. red)– powiedział kiedyś jeden Francuz podczas rozprawy rozwodowej.

* Czy twoim zdaniem istnieje sposób, aby upewnić się, że nie dojdzie do nowego Holokaustu?
- Kolejny Holokaust? Mało prawdopodobne, nie w takim stopniu, w jakim dokonali tego naziści. Ich program ludobójstwa był bezprecedensowy w historii, skrupulatnie zaplanowany. Z drugiej strony jego odmiany już się pojawiały, tak naprawdę zarówno przed, jak i po Trzeciej Rzeszy: rzeź Turków na mniejszości ormiańskiej w latach dwudziestych XX wieku, rzeź ludu Ibo w Nigerii, masowe masakry w Rwandzie, Bośni i Darfurze, by wymienić tylko największe. Coś mniejszego zdarzyło się nawet tutaj, w Ameryce, w obozach internowania podczas II wojny światowej w Kalifornii i Arizonie, w których mieszkali amerykańscy obywatele Japonii. Mężczyźni, kobiety i dzieci przez lata byli przetrzymywani w strasznych warunkach. To nie były obozy śmierci, ale były surowe i motywowane rasowo.
To, co możemy dzisiaj zrobić, to mieć oczy szeroko otwarte. Mówić głośno, sprzeciwiać się, gdy widzimy i słyszymy, że dzieje się coś złego wokół nas.

* Może odwiedzisz kiedyś Ciechanów?
- Byłoby wspaniale. Chwilowo jednak nie pozwalają mi na to fundusze. Zależy mi, żeby przylecieć do Polski, zobaczyć Ciechanów, miasteczko, w którym urodziła się i dorastała Roza. Zdaję sobie sprawę, również dzięki rozmowom z tobą, że niewiele z tych miejsc, się zachowało. Jednak znajdą się na pewno mieszkańcy, dzięki którym mógłbym poznać kilka fascynujących opowieści o przedwojennych mieszkańcach waszego miasta.

Notował i tłumaczył RADOSŁAW MARUT

ul. Ściegiennego 2
06-400 Ciechanów
tel/fax: (23) 672 34 02
e-mail: sekretariat@ciechpress.pl