My, zegarmistrzowie światła

W najbliższą sobotę znów staniemy się zegarmistrzami światła, zaczniemy majstrować przy zegarkach. I zrobimy tak, że już po godz. 16 będzie nam się ściemniać. Tak dzieje się dwa razy w roku: w ostatni weekend marca wywołujemy sobie czas letni poprzez popędzanie wskazówek o godzinę, natomiast jesienią (w tym roku w nocy z 30 na 31 października) cofamy zegary i zarządzamy czas zimowy. Po co to robimy, nikt nie wie i nie rozumie…

Podobno na pomysł wpadł amerykański uczony i polityk Benjamin Franklin pod koniec  XVIII wieku, który twierdził, że ludzie, którzy wstają wcześniej i później kładą się spać, są znacznie zdrowsi (powiedzmy to tzw. sowom!). Nie wprowadzono tego pomysłu  wówczas ze względu na brak stref czasowych i dokładnego pomiaru czasu. Dopiero w czasie I wojny światowej Niemcy i Austro-Węgry uznały, że przesuwając zegar o godzinę, da się zaoszczędzić węgiel, bardzo potrzebny  na froncie w czasie działań wojennych. W ślad za nimi poszły inne mocarstwa.

Głównym powodem i oczekiwaną korzyścią na przesuwanie czasu miały być więc oszczędności energii elektrycznej a także dopasowanie czasu aktywności człowieka do godzin, w których jest najwięcej światła słonecznego. To okazało się nieprawdziwe, a nawet wprost przeciwnie – w Japonii np. wyliczono, że stosowanie tylko jednego czasu (letniego) pozwoli zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o 400 tys. ton i pomóc zaoszczędzić do 930 mln litrów paliwa. Podobne badania zrobiono w stanie Indiana w USA.

Z kolei badania dotyczące funkcjonowania naszego organizmu wykazują, że szybsze zaciemnianie jesienią może wpływać niekorzystnie na samopoczucie osób z problemami ze snem. Takie osoby pozbawione godziny snu mają problemy z koncentracją i pamięcią, co prowadzi do przemęczenia i przysypiania w pracy. Takie stany mogą potrwać nawet kilka tygodni po przesuwaniu zegarków.

Podział na czas letni i zimowy to jeden z wielu czynników zewnętrznych wpływających na jakość ludzkiego życia, a rezygnacja ze zmiany czasu mogłaby pozytywnie wpłynąć na samopoczucie i zwiększyć komfort życia – puentują przeciwnicy.

W Polsce zmiana czasu została wprowadzona już w okresie międzywojennym, następnie stosowano ją w latach 1946-1949, 1957-1964, a od 1977 r. bawimy się w to nieprzerwanie. Nic się nie zmieniło również w momencie wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej. W naszym kraju zmianę czasu regulują rozporządzenia prezesa Rady Ministrów (obecne obowiązuje do końca 2021 roku).

Zmianę czasu praktykuje cała Unia i większość krajów europejskich (nie przeprowadzają jej tylko Rosja, Białoruś i Islandia. Na na świecie jest to ponad ponad 70 krajów.

Jak wiemy, już od pewnego czasu w UE dojrzała decyzja, żeby skończyć ze sztuczną zmianą czasu. Kilka lat temu Komisja Europejska przeprowadziła w tej sprawie konsultacje publiczne, wypowiedziało się ponad 4,6 mln osób. Aż 84 proc. respondentów opowiedziało się za zniesieniem zmian czasu. Również Polacy są zwolennikami tylko jednego czasu obowiązującego przez cały rok. I raczej powinien to być czas letni środkowoeuropejski.

Z badania CBOS przeprowadzonego w marcu 2019 r. na zlecenie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii wynika, że tak uważa prawie 75 proc. pytanych. Za  utrzymaniem dwóch czasów było tylko 14 proc. respondentów.

No ale mamy jak w znanej piosence – wszyscy zgadzają się ze sobą, a będzie nadal tak jak jest…

Komisja Europejska miała podjąć decyzję w tej sprawie już w ubiegłym roku, na przeszkodzie stanęła podobno pandemia. Chociaż nie wiem, czy był to główny powód.

RYSZARD MARUT
Ciechanów, 26 października 2021 r.

ul. Ściegiennego 2
06-400 Ciechanów
tel/fax: (23) 672 34 02
e-mail: sekretariat@ciechpress.pl