Weekendowcy

Połowa (większa połowa?) Polaków w minionym tygodniu opuściła swoje domy i wyruszyła przed siebie.

Długi weekend czerwcowy, w odróżnieniu od majowego, zapowiadał się wręcz idealnie: najdłuższe dni w roku, obiecujące prognozy meteorologów, no i przede wszystkim zniesienie ograniczeń pandemicznych. A w dodatku wielu z nas należy do ozdrowieńców lub zaszczepieńców. Jak tu nie jechać!?

– Ducha wyzionę, ale wypocznę! – rozśmieszył mnie w mediach społecznościowych jeden z najbardziej zdecydowanych. Nawiasem mówiąc, natychmiastowe dzielenie się na Facebooku swoimi wrażeniami z wypoczynku, to dla niektórych nieodzowny element pobytu. Ale chyba najczęściej używanym słowem-hasłem tego weekendu były… korki. I nie chodzi tu o zwykłe zatyczki w butelkach wina.

Dwa kierunki są dla nas najpopularniejsze od lat: góry i morze. Jak góry – to głównie Zakopane i okolice. Nad Bałtykiem główny strumień zmierza do tych samych miejscowości: Jastrzębia Góra, Łeba i Hel…, a na zachodnim wybrzeżu – Kołobrzeg i Międzyzdroje.

Gdy zbliżają się długie weekendy: majowy, czerwcowy i sierpniowy scenariusz od lat się powtarza. Najpierw zwiększony ruch na rogatkach dużych miast i obwodnicach, potem narastające korki na autostradach i drogach szybkiego ruchu, w końcu zatory na trasach dojazdowych do miejscowości wypoczynkowych.

Wreszcie jesteśmy w „atrakcyjnym” miejscu. Z tych najbardziej obleganych popłynęły meldunki w postaci prasowych newsów: „Turyści pobili się o ostatnie miejsca parkingowe” (tu dodano filmik z bójki dwóch kierowców o ostatnie wolne miejsce postojowe na trasie do Morskiego Oka); „2,5 godziny stania, aby wejść na Trzy Korony” (stosowne zdjęcie stłoczonych turystów na ścieżce do szczytu); „W 10-tysięcznym Władysławowie w weekend przebywa 100 tys. ludzi” (na fotografii plaża z gęstwiną parawanów).

Media prześcigały się także w pokazywaniu zdjęć tzw. paragonów grozy, czyli szczególnie wysokich cen za noclegi, wyżywienie, atrakcje dla dzieci. Najdrożej oczywiście tam, gdzie najwięcej konsumentów. Na nadmorskiej plaży za wodę mineralną 0,33 ml trzeba zapłacić 10 zł, za pół litra piwa na Krupówkach – 12 zł, za gofra z dodatkami i kawę – 33 zł. Jednodaniowy obiad to już wydatek kilkudziesięciu złotych. Ceny zależą od miejsca, wielkości lokalu, usytuowania. Niektóre hotele chcąc zrekompensować sobie wielomiesięczną przerwę, również podniosły ceny za dobę. Ale raczej nie dotknęło to gości, którzy wcześniej dokonywali rezerwacji.

Jedna z ogólnopolskich stacji radiowych wysłała w najbardziej „cenotwórcze” kurorty reporterów żeby śledzili drożyznę, pytali konsumentów, sprawdzali właścicieli lokali i ujawniali jak najwięcej paragonów grozy. Ale dziennikarski rajd niespecjalnie się udał. Większość wypoczywających nie zwracała uwagi na  takie drobiazgi, jak ceny. Odpowiadała, że… „chyba są takie same” lub „w sumie nie jest tak drogo”. W końcu zrezygnowany reporter odłożył mikrofon i  zamówił sobie frytki z rybą za 35 zł.

Weekend mija, czas wracać… Teraz dopiero trzeba wykazać się cierpliwością i odpornością psychiczną. Szczególnie dotyczy to tych, którzy znaleźli się w głównej „powracającej fali” w niedzielę po południu i utknęli w korkach. Tu znów kilka zajawek z portali informacyjnych: „Koszmar na zakopiance. Przejazd z Zakopanego do Krakowa to już 6 godzin!”. Skok w okolice Szczecina: „Korek na S3 ma około 10 kilometrów i ciągle się wydłuża”. I Trójmiasto: „Zatrzęsienie turystów na Półwyspie Helskim. W pociągu zabrakło miejsc”. Centrum kraju: „Zatory przy bramkach na A 1. W Nowej Wsi k. Torunia w kierunku Łodzi korek ma 5 km”.

Ale jesteśmy już coraz bliżej, u granic woj. Mazowieckiego: „Na drodze ekspresowej S7, na wysokości węzła Napierki w kierunku Warszawy zator o długości 4 km”.

Na szczęście to już ostatnia przeszkoda, z Napierek już prawie widać dom. Ufff...!Nareszcie odpoczniemy.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 8 czerwca 2021 r.

Więcej felietonów tutaj