Ptaki i ja

Do niedawna mój przydomowy ogródek, był tak urządzony, że ja byłem najważniejszym obiektem, a wokół mnie krążyły planety, czyli różnego rodzaju ptactwo, ale z biegiem czasu układ uległ odwróceniu. Teraz wszystkie planety skupiły się w środku, a ja zostałem zepchnięty na margines.

Ptaki zawładnęły cała powierzchnią: drzewami, krzewami, trawą, stawem, dachem i balkonami. Zachowują się tak, jakby to one były właścicielami całego ogrodu.

Od razu wyjaśnię – nie wprowadziłem się na ich teren, do lasu czy parku (jak to teraz jest praktykowane), stosowny do potrzeb dom powstał przed laty na niewielkiej działce w mieście, przy dość ruchliwej ulicy, nie może więc całe to ptactwo (zaraz po kolei wymienię) użyć argumentu, że to ja wtargnąłem na ich teren, to ja byłem pierwszy. Jednak z czasem, jak podrastał na podwórku świerk i brzoza, rozkwitały jabłonie i grusze, pod płotem bieliły się bzy, jaśminy i czeremchy do mojego ogrodu zaczęli przybywać kolejni skrzydlaci goście. I urządzać się po swojemu.

Najpierw wróble. Są to ptaki, jedyne chyba, które wszyscy rozpoznają bez atlasu lub Google. Towarzyszą człowiekowi od wieków, są wszędzie: na wsi i w mieście, w Europie, Azji i Afryce, w obydwu Amerykach.

Kiedy wróble osiedliły się pod okapami, między rynnami i w innych zakątkach mojego pięknego domu od razu machnąłem ręką. Niech sobie mieszkają, nie będziemy sobie przeszkadzać. No i tak jest. Poza ćwierkotem i jazgotem, fruwaniem tam i z powrotem, no i  „kupkami” w niektórych miejscach, nie wchodzimy sobie w drogę. A raz nawet pospieszyłem rodzinie państwa wróbelków z pomocą, kiedy młody „wróbelek istota niewielka” (K. I . Gałczyński) wypadł z gniazda. Po dość karkołomnej wspinaczce po dachu, umieściłem go ponownie w gnieździe, ku zadowoleniu krążących i krzyczących rozpaczliwie rodziców.

Potem zjawiły się dzikie gołębie. Grzywacze i sierpówki. I tu już zaczęły się problemy. Grzywacz podobno kiedyś zamieszkiwał tylko jasne lasy liściaste, aż po daleką północ. Jednak gdy pojawił się człowiek i jego pola uprawne, szybko nauczył się żyć obok niego, oczywiście z korzyścią dla siebie. U mnie też od kilku lat pomieszkuje, bez zameldowania, jedna rodzina. Wybudowała dość prymitywne gniazdo na świerku, vis-à-vis okna balkonowego. Samica zniosła dwa jajka i zaczęła je wysiadywać. Mam ją prawie na wyciągnięcie ręki, ona zasłania się tylko jedną gałązką, ale udajemy, że się nie widzimy. Tymczasem samiec pełni wartę, a to na drutach elektrycznych, a to na poręczy balkonu. Niestety, zostawia też po sobie śmierdzące ślady.

Natomiast na brzozie osiedliły się sierpówki, czyli synogarlice tureckie, które podobno przybyły do Europy wraz z Turkami osmańskimi. Do Polski dotarły w latach 40. ub. wieku i znalazły wyjątkowo przyjazne warunki. Takie jak np. w moim ogrodzie. Synogarlice zachowują się wyjątkowo swobodnie, żeby nie powiedzieć bezczelnie: chuczą-buczą od samego rana, uprawiają zaloty od wczesnej wiosny do późnej jesieni (podobno są w stanie wyprowadzić 5-6 lęgów rocznie). Do tego dokumentnie potrafią zapaskudzić wszystko dookoła: drzewa, dachy, balkony, huśtawki. Chętnie bym je wykwaterował.

Szpak jaki jest, każdy widzi. Szczególnie jak ktoś ma czereśnie. O sposobach odstraszania tych amatorów owoców pestkowych powstały całe elaboraty. „Moje szpaki” korzystają bez skrępowania, nie tylko z ogrodowych owoców. Skaczą tam i nazad po całym trawniku, wydziobują owady, są stałymi bywalcami zakątka warzywnego, skąd wyciągają tłuste dżdżownice. Konkurują z krewniakami kosami, również amatorami ogrodowych przysmaków. Jedna para szpaków zamieszkała w budce na orzechu i co roku na wiosnę trzeba jej posprzątać mieszkanie. Ale trzeba przyznać, że zarówno szpaki, jak i kosy odpłacają się pięknym śpiewem.

Na koniec jeszcze o jednym, tym razem miłym przybyszu – kopciuszku. Zjawił się jakieś 2-3 lata temu, zbudował gniazdo gdzieś między modrzewiem a czeremchą. Dochodzą stamtąd nieustannie odgłosy. Jest niezwykle ruchliwy, błyskawicznie przemieszcza się z miejsca na miejsce. Chwilę się zatrzyma, potrząśnie ogonkiem i już go nie ma. Jest bardzo ostrożny, ale nie kryje się przed człowiekiem. Odnoszę wrażenie, że interesuje się właścicielem posesji, a może nawet się z nim zaprzyjaźnić, bo kiedy usiądę na ogrodowej ławce zaraz się pojawia na sąsiednim drzewie.

RYSZARD MARUT

22 czerwca 2021 r.

ul. Ściegiennego 2
06-400 Ciechanów
tel/fax: (23) 672 34 02
e-mail: sekretariat@ciechpress.pl