Czy Tusk musi?

Lada dzień otrzymamy odpowiedź na trapiące nas pytanie – czy powróci?

„Do mas, do roboty, do partii…” – jak pisał kiedyś poeta. Chodzi oczywiście o ponowne włączenie się do polityki krajowej byłego szefa Platformy Obywatelskiej, byłego premiera rządu i byłego przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska. Europejska, unijna robota skończyła mu się już prawie 2 lata temu, obecnie jest szefem Europejskiej Partii Ludowej, ale wiadomo, że to funkcja przechodnia i nie na długo satysfakcjonująca polityka tej miary, co Tusk.

„Masy” mają zdania podzielone czy powrót Tuska do krajowej polityki jest potrzebny. Ba, większość uważa, że nie (32 proc.) i raczej nie (28 proc.), a odmiennego zdania jest 26 proc., kilkanaście procent nie ma zdania (sondaż Kantar dla „Faktów” TVN 24.)

W samej „partii”, czyli Platformie Obywatelskiej działacze chętnie widzieliby ponownie w swoich szeregach męża stanu takiego formatu, który byłby w stanie odmienić oblicze partii, tej partii. Ale czy miałby zostać wodzem, tu już nie ma zgody. Szczególnie młodzi, którzy dojrzeli politycznie w ciągu ostatnich 7 lat są sceptyczni i swojego lidera widzieliby raczej z kręgu młodszych działaczy, np. Rafała Trzaskowskiego.

„Robota” w partii to jest najważniejsza rzecz. Do tego potrzebna jest wizja, a przynajmniej dobre pomysły przewodniczącego (szefa, wodza, naczelnika). To jego energia, osobowość i charyzma decydują o sukcesie politycznym. O tym, czy partia zdobędzie, a potem utrzyma władzę, czy będzie rozszerzać swoje wpływy i porywać elektorat.

Wszyscy obserwowaliśmy co działo się od momentu odejścia Donalda Tuska z polityki krajowej w 2014 roku. Przez rok była to droga w dół, tracenie siły i atrakcyjności Platformy Obywatelskiej oraz stały wzrost popularności Prawa i Sprawiedliwości. Po roku PO przegrała wybory do parlamentu, potem walkę o prezydenturę i jeszcze kilka następnych wyborów. Oczywiście nie działo się to tylko dlatego, że Tusk przeniósł się do Brukseli. Jego następcy – Ewa Kopacz, Grzegorz Schetyna, czy wreszcie Borys Budka nie mieli charakteru poprzednika, albo zwyczaje – nie chciało im się. W partii zapanował marazm, brak było pomysłów, praca partyjna leżała, komunikaty do elektoratu były sprzeczne.

A po drugiej stronie wódz i „biało-czerwona drużyna”, i wielka dyscyplina partyjna. PiS w krótkim czasie zrealizował wiele pomysłów prezesa z kampanii wyborczej. Szczególnie spodobały się te socjalne, z 500 plus na czele. Równocześnie w kraju rozpoczął się demontaż struktur demokratycznych państwa, w myśl znanej już wcześniej zasady, ale nigdy jeszcze tak nie udoskonalonej – TKM (teraz ku..a my). Ziobro, Zalewska, Szyszko, Jurgiel… Chaos w sądach i prokuraturze, bałagan w szkołach, wycinka Puszczy Białowieskiej, zniszczenie Państwowych Stadnin Koni. itd, itp.

Nowa władza porusza się z wdziękiem słonia po salonach europejskich, toczy bezsensowną walkę ze wszystkim sąsiadami (oprócz Węgrów), gołym okiem widoczny jest spadek pozycji Polski, jako partnera w Europie i na świecie.

Opozycja na czele z Platformą Obywatelską w różny sposób próbuje powstrzymać rozpędzoną machinę PiS, sypie jej nawet piach w tryby, ale prezes jest zawsze o krok do przodu.

Nic więc dziwnego, że najpierw nieśmiało, a potem już zupełnie głośno pojawiły się nawoływania: Tusku wróć! Tusku musisz! Wiele osób z kierownictwa Platformy (i nie tylko) doszło do wniosku, że tylko on sprosta wyzwaniu – pokona Kaczyńskiego.

Czy Tusk musi? Oczywiście, że nie. Ma już swoje niezaprzeczalne osiągnięcia na arenie krajowej i międzynarodowej (cokolwiek by przeciwnicy nie twierdzili), może spokojnie odcinać kupony od swojej kariery. Żaden Polak w ostatnich latach nie zajmował tak eksponowanego stanowiska w unijnej strukturze.

Ale Tusk ma też charakter sportowca, piłkarza, który powraca na boiska krajowe po występach w najlepszych klubach europejskich i jeszcze chciałby coś pokazać, przypomnieć się kibicom, zasmakować dawnej popularności. Jak np.… Kuba Błaszczykowski. No to Tusku – wracaj, przebieraj się, i na boisko. Nasza reprezentacja jest taka słaba...

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 29 czerwca 2021 r.

Więcej felietonów