Tamte studniówki

Studniówki to imprezy, które wpisane są w życiorysy prawie każdego dojrzewającego młodzieńca i dziewczęcia, wydarzenia, które są częścią historii każdej szkoły średniej w Polsce.

Te styczniowo-lutowe zabawy, ba! - bale, budzą u dorastających nastolatków, również u ich rodziców i nauczycieli wiele emocji. Wszyscy uważają, że ten pierwszy poważny bal powinien być niepowtarzalnym, pozytywnym, pamiętanym przez lata przeżyciem dla młodych ludzi. Bywa z tym różnie.

Eee tam...Te dzisiejsze studniówki… Za naszych czasów to były studniówki!

Długo można by opowiadać o tym, jak to uczniowie klas maturalnych w mojej starej szkole przygotowywali studniówki, ile musieli się natrudzić, napracować. Dziś bardziej pamiętam tę całą krzątaninę, ten dreszczyk podniecenia przed, niż sam bal.

Najpierw trzeba było wymyślić cały scenariusz oraz zaprojektować dekoracje w sali gimnastycznej i przylegających klasach. Bo nikt nie wyobrażał sobie, że studniówka może odbywać się gdzieś poza szkołą. Na czas studniówki te szkolne pomieszczenia zamieniały się w jaskinie, schrony (z popularnymi wojskowymi siatkami maskującymi), piekiełka, gwiezdne galaktyki, głębiny morskie, itp. Im pomysł był bardziej odjazdowy, tym wróżył lepszą zabawę. No i… hasło, koniecznie musiało być hasło.

Na fotografiach z mojej studniówki, oczywiście czarno-białych, odczytuję: „Fajna zabawa, co? Matura za dni 100!” Co by powiedzieli uczestnicy obecnych zabaw studniówkowych gdyby takie memento wisiało im nad głową? Mogliśmy pójść na łatwiznę i wykorzystać twórczość naszych starszych kolegów, którzy rok wcześniej podtrzymywali się na duchu maksymą: „Głowa do góry, jeszcze 100 dni do matury”, ale malowaliśmy swoje, bo uważaliśmy, że jest bardziej oryginalne.

Litery do tego „oryginalnego” hasła w pocie czoła tworzyła i wyklejała (przypominam – nie było komputerów, skanerów i drukarek) „sekcja plastyczna”, na drabiny wdrapywali się najlepsi sportowcy żeby zaczepić transparent i inne dekoracje na odpowiednich wysokościach.

Ważne zadanie miała do spełniała „sekcja zaopatrzeniowa”, która musiała zdobyć produkty na stoły, a były to już czasy „nieterminowych dostaw i planowych niedoborów”. Zapamiętałem taki drobiazg - po wędliny trzeba było wyprawić się (pekaesem, a jakże!) do oddalonego o 50 km od naszej szkoły miasta, w którym, w stosownym zakładzie, pracował ojciec jednego z maturzystów. Dania przygotowywały panie kucharki ze szkolnej stołówki. Biednie może nie było, ale jak znów zerkam na pożółkłą fotografię, to widzę dania takie bardziej...postno-dietetyczne. Stołów szwedzkich jeszcze wówczas nie znano.

I jeszcze taka, dość istotna ciekawostka – na stołach wszystkie napoje znajdowały się w jednakowych butelkach, oranżadówkach otwieranych przez pstryknięcie palcami. Część butelek była w kolorze jasnym, a część ciemnym. W tych drugich płyny były... nieco inne. Ot, taka ściema.

Grał zespół szkolny, złożony z uczniów – byłych i obecnych, duma naszej budy, najpopularniejsze chłopaki w szkole. Nie pamiętam czy „chodzony” był już wówczas obowiązkowy, raczej nie. Ale do przeboju Czerwonych Gitar - „Hej, za rok matura” – na parkiet wychodzili wszyscy.

Zabawa odbywała się tylko we własnym, szkolnym gronie. Plus grono nauczycielskie, które również umiało się zachować -było wyrozumiałe i dyskretne. Ale pewnych granic się nie przekraczało. W ogóle nie było rodziców, żadnej publiki w postaci dumnych, rozanielonych mamuś. Być może dlatego, że była to szkoła z internatem (nie internetem!) gromadząca uczniów z kilku odległych powiatów (dojazd pekaesem!), a może ówcześni rodzice nie odczuwali aż takiej potrzeby monitorowania każdego kroku swoich pociech.

Nie do pomyślenia było, aby przyprowadzić sobie „kogoś” z miasta. Jeśli maturzysta/tka mieli sympatię w tej samej szkole, np. w młodszej klasie – mogli ją zaprosić.

Zdarzały się roczniki, w których klasy były jednopłciowe, wtedy dyrekcja wchodziła w kontakt z sąsiednią szkołą i dopraszało się płeć przeciwną. Raz nawet miałem przyjemność uczestniczyć w takiej wymianie studniówkowej… To dopiero były emocje!

Takie to były czasy, takie zwyczaje. I takie studniówki.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 17 stycznia 2023 r.

ul. Ściegiennego 2
06-400 Ciechanów
tel/fax: (23) 672 34 02
e-mail: sekretariat@ciechpress.pl