Oczyszczanie wg PiS

O pewnych sprawach ze współmałżonką lepiej nie rozmawiać. Niech się mąż dowie ostatni. Np. o karierze zawodowej, miejscu pracy i wynagrodzeniu.

Doświadczył tego poseł Krzysztof Sobolewski, człowiek do zadań specjalnych prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Gdy wyszło na jaw (znów ci dziennikarze!), że jego żona pracuje w PKN Orlen na stanowisku dyrektorskim, a dodatkowo ma trzy inne posady w radach nadzorczych spółek skarbu państwa zdziwił się niepomiernie i odparł, że o pracy małżonki „dowiaduje się jako jeden z ostatnich”. Przyciskany przez dziennikarkę wyjaśnił, że jego żona jest osobą prywatną, a nie publiczną (uff, tu nas uspokoił) i dalej charakteryzował panią Sylwię jako osobę niezależną, ambitną i posiadającą kompetencje do zasiadania w radach nadzorczych. Chwaląc swoją połowicę, poseł Sobolewski odciął się całkowicie od jej funkcji, posad i stanowisk: „Nie mam w tym temacie swojego udziału, to, że znam Daniela Obajtka, nie ma nic wspólnego z tym, gdzie pracuje moje żona”.

Wiadomo, że posady w radach nadzorczych państwowych spółek są celem samym w sobie wielu osób powiązanych z aktualną władzą. Nie ma więc żadnego powodu do ograniczania się do „pracy” tylko w jednej firmie państwowej. Pani Sylwia Sobolewska mieszkając na Podkarpaciu jest w stanie nadzorować równocześnie trzy firmy – w Szczecinie, Włocławku, i gdzieś tam jeszcze.

„Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęczają dla nas ludzie z „dobrej zmiany”. Ciągle pracują! Wszystkiego przypilnują i jeszcze inni, niektórzy, wtykają im szpilki. To nie ludzie, to wilki!” – powiedziałby Jarząbek Wacław od Barei, gdyby dożył czasów drugiej kadencji PiS. Teraz za niego mówi poseł Sobolewski.

Weźmy takiego Marcina Kowalczyka. Gdy w styczniu br. przyszedł na stanowisko szefa gabinetu politycznego wicepremiera Jacka Sasina w ministerstwie aktywów państwowych otrzymał „głodową” pensję 8 tys. zł netto. Jak tu z tego wyżyć? Więc równocześnie trafił do dwóch rad nadzorczych: PGE (zarobi tam 8,5 tys. zł) oraz PKP Cargo (13,5 tys. zł miesięcznie). Ile to będzie razem?

Takich skandali, jawnych i utajnionych skoków na państwowa kasę w ciągu 6 lat sprawowania władzy przez prawicę było tyle, że coś tam dotarło w końcu do uszu prezesa, który postanowił pokazać Polakom, że poradzi sobie z tym problemem. W ub. sobotę, podczas kongresu PiS ogłosił: „Trzeba się oczyścić. Nie można dawać pretekstów. To my jesteśmy dla narodu, a nie odwrotnie”. I natychmiast zaproponował pryncypialną ustawę, która zakazuje zatrudniania najbliższej rodziny parlamentarzystów PiS w spółkach skarbu państwa. Uczestnicy zjazdu uchwałę przyjęli (a jakże!) ochoczo, bo… od zakazu jest tyle wyjątków, że „nowe prawo” w praktyce nikogo nie dotknie. „Współmałżonkowie, dzieci, rodzeństwo oraz rodzice posłów i senatorów PiS nie mogą zasiadać w radach nadzorczych spółek skarbu państwa” – tak głosi pkt 1, a w punkcie 2 czytamy: krewni, powinowaci i znajomi rządzących mogą nadal dostawać stanowiska w spółkach skarbu państwa, jeśli władza uzna, że mają odpowiednie kompetencje, doświadczenie zawodowe lub znaleźli się w wyjątkowej sytuacji życiowej”. Jak np. Sylwia Sobolewska (wg męża posiada kompetencje), albo Marcin Kowalczyk (jako minister znalazł się w wyjątkowej sytuacji życiowej).

Wygląda na to, że prezes coraz mniej ogarnia cały ten układ.. Coraz trudniej uzgodnić mu coś z koalicjantami Gowinem i Ziobrą, z wielkimi problemami udaje się uzyskać większość sejmową, afera goni aferę, a żerowanie funkcjonariuszy partyjnych i ich rodzin na państwowej kasie stało się wręcz normą.

Jarosław Kaczyński pewnie pamięta, jak spadły notowania PiS po aferze z nagrodami dla członków rządu Beaty Szydło („Te pieniądze się nam po prostu należały!”) i chciałby jakoś temu zapobiec. Wymyślił więc pospiesznie „oczyszczenie”, ale wydaje się, że poziom zabrudzenia jest tak wielki, że zwykłe czyszczenie już nie wystarczy.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 6 lipca 2021 r.