Igrzyska w cieniu

Na najważniejsze dla każdego sportowca zawody przyjeżdża ponad 11 tys. zawodników z 206 krajów. Tegoroczne Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020 (datowane zgodnie z kalendarzem olimpiad) odbywają się jednak w cieniu. I to niejednym…

„Igrzyska w cieniu katastrofy finansowej”, „Olimpiada w cieniu COVID-u” – to tylko niektóre tytuły komentarzy. I jeszcze kolejne „dwa cienie”, które może nie przebiły się mocno do opinii międzynarodowej, ale w samej Japonii uważane są za wielkie skandale. To sprawa Kentaro Kobayashiego, dyrektora artystycznego imprezy, który został odwołany ze stanowiska, po tym, jak media przypomniały, iż w przeszłości kpiąco wypowiadał się na temat Holokaustu. Oraz rezygnacja kompozytora Keigo Oyamadą, który miał odpowiadać za muzykę w czasie ceremonii otwarcia igrzysk. Okazało się, że muzyk w latach szkolnych… dokuczał niepełnosprawnym kolegom z klasy. Tacy ludzie, zdaniem organizatorów, nie mogą firmować igrzysk olimpijskich. Sam Oyamada nie tylko zrezygnował, ale przeprosił za swoje postępki w młodości. (A swoją drogą – ciekawe jak takie uczynki oceniano by w kraju nad Wisłą.)

Ale zacznijmy od sprawy najważniejszej – pandemia a olimpiada. Tu akurat nie ma żadnej logiki, bo kiedy ponad rok temu decydowano o przełożeniu igrzysk w całej Japonii aktywnych przypadków zakażeń było… 865. Dziś jest ich ok. 30 tys. i impreza ruszyła. Wprawdzie przy pustych trybunach, co jest największym ciosem nie tylko dla samej idei igrzysk, ale też zapowiedzią klęski finansowej.

Najbardziej przeciwni imprezie byli sami Japończycy. W sondażu przeprowadzonym w maju aż 83 proc. badanych opowiedziało się za przełożeniem lub odwołaniem imprezy. „W tych warunkach organizowanie olimpiady jest szalone, absurdalne i niedorzeczne” – mówiła np. prof. Chizuko Ueno, socjolożka z tokijskiego uniwersytetu. Ze szczepieniami w Kraju Kwitnącej Wiśni nie jest najlepiej. Obiema dawkami zaszczepionych zostało dopiero 23 proc. obywateli. Wynika to m.in. z małej dostępności szczepionek.

Japonia już od ponad roku zakazuje wjazdu na swój teren większości obcokrajowców. A teraz trzeba wpuścić w krótkim czasie kilkanaście tysięcy osób. Toteż wszyscy uczestnicy imprezy objęci zostali wyjątkowo ostrymi ograniczeniami w swobodzie poruszania się, poddawani są codziennymi testami na obecność koronawirusa.

Tokijskie igrzyska miały kosztować 7,3 mld dolarów. Tak mówiono, kiedy stolica Japonii starała się o organizację. Te prognozy szybko okazały się nierealne. Teraz mówi się o 15,4 mld dolarów, ale kwota ta może przekroczyć nawet 20 mld. To podobno najdroższe igrzyska w historii. Na potrzeby olimpiady wybudowano 19 nowych obiektów, odnowiono 18 kolejnych. Stadion olimpijski może pomieścić 68 tys. widzów. Ale w czasie igrzysk obiekty będą świecić pustkami. Najpierw zdecydowano, że nie będą wpuszczeni kibice z zagranicy, a w ostatniej chwili postanowiono, że również sami Japończycy nie zobaczą zawodów na żywo. Nie będzie wpływów z biletów wstępu, turystyki sportowej i całego biznesu około olimpijskiego. To wielki cień, który zasnuwa się nie tylko nad tymi igrzyskami. Wiele poprzednich olimpiad, zarówno letnich jak i zimowych również nie mieściło się w planowanych budżetach. Ale wtedy zawsze mówiono o dodatkowych, niepoliczalnych korzyściach dla miasta-organizatora. To wielka promocja, budowa nowego wizerunku, nowe możliwości turystyki, itd. W Japonii raczej nic z tych rzeczy nie wystąpi.

I na koniec jeszcze jeden cień, a właściwie… brak cienia. Panujące w Tokio tropikalne wręcz temperatury (ponad 30 stopni w dzień i 25 w nocy) oraz duża wilgotność dla części sportowców mogą okazać się trudne do wytrzymania.

Polscy sportowcy już doświadczyli, co znaczy startować w takich warunkach. Na morderczym (wygranym!) meczu Huberta Hurkacza z Australijczykiem Saville temperatura w cieniu wynosiła 33 stopnie, ale tego cienia nie można było uświadczyć przez cały pojedynek (nie licząc parasola w przerwach między gemami). Na meczu Magdy Linette z Sabalenka z powodu upału zasłabła jedna z dziewczynek podająca piłki.

Na cień nie liczyła nasza najlepsza tenisistka Iga Świątek. W pełnym słońcu, w pierwszej rundzie poradziła sobie z Niemką Moną Barthel w ciągu 1 godz. i 7 minut.

Może to jest sposób na te igrzyska. Jak mówią sportowcy i trenerzy: gramy (szybko) swoje. I szukamy cienia.

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 27 lipca 2021 r.

Więcej felietonów

ul. Ściegiennego 2
06-400 Ciechanów
tel/fax: (23) 672 34 02
e-mail: sekretariat@ciechpress.pl