Pogoń za lisem, ucieczka przed myśliwym

Niedawno uczestniczyłem w polowaniu na lisa. „Pogoń za lisem”, to cykliczna impreza organizowana przez klub „Lider” Winnica. Jedna z sympatyczniejszych w naszym regionie.

W tej okolicy, w Rębkowie, jest ładny kawał lasu i właśnie tam, co roku zbierają się miłośnicy terenowych crossów. Za lisa przebiera się jeden z organizatorów, siada na rower i ucieka. A za nim – po lesie, polach i ścieżkach – gonią starsi i młodsi, chłopak i dziewczyna… Lis i biegacze mają do pokonania 5 km trasę, po czym wpadają na metę, a tam… czekają na nich gościnni organizatorzy z medalami i oryginalnymi statuetkami, sam wójt z gratulacjami oraz miejscowe panie z KGW z własnoręcznie przyrządzonymi przysmakami i napitkami.

Byłem, biegłem, kosztowałem... To mój pierwszy i jedyny związek z polowaniem.

Kilka tygodni później myśliwi z terenowego koła myśliwskiego w sąsiednim kompleksie leśnym urządzili prawdziwe polowanie na lisa. Ale jak to bywa z ludźmi, którzy posługują się dubeltówkami, fuzjami, sztucerami i innym sprzętem służącym do„pozyskiwania” zwierząt - człowiek strzela, a wiatr kule nosi.

„Polowanie zorganizowane przez jedno z kół łowieckich w miejscowości Mieszki-Kuligi na Mazowszu, zakończyło się dramatycznie. Jeden z myśliwych chciał oddać strzał w kierunku lisa, ale postrzelił innego myśliwego. Ranny mężczyzna trafił do szpitala...” - czytamy w meldunku pułtuskiej policji. Do „lisa” mierzył 52-letni mieszkaniec pow. legionowskiego, trafił kilka lat starszego mężczyznę z pow. pułtuskiego. Na szczęście strzał nie był dostatecznie celny. Postępowanie prowadzone jest pod nadzorem prokuratury, w kierunku art. 160 kodeksu karnego, czyli narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku.

Brr… Jak to dobrze, że tamtego dnia w Rębkowie nie było myśliwych.

Ale wiadomo, że myśliwy strzela nie tylko do lisa, który zresztą od lat nie jest już atrakcyjnym trofeum, ale chętniej zasadza się na grubszego zwierza. Tak było w ub. roku w pow. kartuskim, gdzie 46-letni Piotr L. zranił 14-latka. Uzbrojony w sztucer z noktowizorem myśliwy zaszył się w kukurydzy i czekał. Kiedy usłyszał szelest strzelił i... trafił. Chłopiec z postrzeloną nogą został przewieziony do szpitala. Sprawę wyjaśniają organa, które też poinformowały, że sprawca sam udzielił chłopcu pierwszej pomocy i zadzwonił po służby. Co robił chłopiec na polu wieczorem? Podobno chciał zerwać kolbę kukurydzy dla swojego królika. Polski Związek Łowiecki wyraził „żal z powodu nieszczęśliwego zdarzenia".

O ile w kukurydzy nie zakończyło się jeszcze najgorszym, to w sadzie owocowym, w woj. lubelskim, już tak. Myśliwy, zresztą były policjant, zaczaił się wieczorem wśród drzew owocowych aby, jak twierdzi, upolować dzika (podobno przychodziły, w nocy, aby zajadać się jabłkami-spadami). W tym czasie do sadu wszedł 16-letni uczeń pobliskiej szkoły rolniczej, chłopiec, który dopiero co przyjechał z Kazachstanu i osiedlił się z rodziną w naszym kraju. Uczniowie tej szkoły pracowali w ramach praktyk w tym sadzie i nie raz przychodzili po jabłka.

Myśliwy oddał strzał. Kiedy się zorientował, że śmiertelnie ugodził człowieka uciekł z miejsca zdarzenia. Jak wykazało dochodzenie, myśliwy nie zawiadomił wcześniej o swojej akcji macierzystego koła myśliwskiego.

Rok po zdarzeniu do sądu wpłynął akt oskarżenia. Dariusz Ch.‭ ‬otrzymał zarzut, że „prowadząc polowanie w porze nocnej, oddał strzał z broni myśliwskiej w kierunku małoletniego, przewidując i godząc się na to, że cel może być człowiekiem”.

Idzie zima, zbliżają się święta, być może spadnie śnieg. To ulubiony czas myśliwych. Będzie można, tropić, zasadzać się, składać do strzału... Używając żargonu łowieckiego naszpikowanego eufemizmami - będzie można łatwiej „pozyskać” zwierzynę, bo trafiony dzik albo sarna zostawią na śniegu ślad „farby”.

Bądźcie więc czujni, drodzy czytelnicy. Jeśli wybierzecie się na spacer po polach i lasach rozglądajcie się uważnie…

RYSZARD MARUT

Ciechanów, 6 grudnia 2022 r.

ul. Ściegiennego 2
06-400 Ciechanów
tel/fax: (23) 672 34 02
e-mail: sekretariat@ciechpress.pl