Zatruta atmosfera

Ofiarami ptasiej grypy na płn. Mazowszu są ptaki zamknięte w olbrzymich kurnikach, kury, indyki, gęsi. Kilkanaście, a może już kilkadziesiąt milionów sztuk drobiu zaraziło się wirusem i zdechło lub zakończy życie w najbliższym czasie.

Zanotowano już ponad 100 ognisk, pojawiają się kolejne. Na wielką skalę trwa operacja uśmiercania (zagazowywania) kolejnych stad.

Tak mi przyszło na myśl... Co czują kury na fermach gdy nadciąga ptasia grypa i pojawiają się ludzie w kombinezonach i maskach. Czy mają jakiś instynkt życia, czy przeczuwają, że kres ich i tak krótkiego żywota przychodzi szybciej niż zwykle? Ot, takie dylematy zwolennika „wolnych klatek”.

Morowe powietrze ptaków dotknęło oczywiście hodowców. Nie, nie dosłownie. Na szczęście wirus ptasiej grypy występujący obecnie w Polsce nie jest taki sam jak ten, który w latach 2003-6 wywołał epidemię. Wtedy chorowali też ludzie.

Straty hodowców, to przede wszystkim pomniejszone przychody, liczone w setkach milionów złotych. Pewnie jakąś część tych strat pokryją ubezpieczenia, ale właściciele kurników, ludzie pracujący przy drobiu nie mają spokojnych dni i nocy, pozostaje też pewnie jakaś trauma w związku z czynnościami, które muszą wykonać. No, ale z drugiej strony – wiedzieli na co się piszą.

Obecna ptasia zaraza dotknęła na razie powiat żuromiński i mławski. Można powiedzieć – na własne życzenie Wielu właścicieli kurzych ferm nie ma  hamulców w rozwijaniu swoich biznesów. W ostatnich latach powstały tu (i ciągle pojawiają się nowe) olbrzymie zespoły ferm. Nikt nie przestrzega norm, bo... ich nie ma, praktycznie nie funkcjonują przepisy dotyczące odległości jednej fermy od drugiej.  Nie mówiąc już o takich „drobnostkach” jak ochrona środowiska, krajobrazu, czy samopoczucie lokalnej społeczności. Nie wszyscy przestrzegają przepisów bioasekuracji (np. wywożąc odchody) narażając nie tylko ptactwo, ale i ludzi.

Od ponad 20 lat w sejmowych szafach zalega tzw. ustawa odorowa, która reguluje wiele kwestii związanych z przemysłową hodowlą drobiu. Tak się jakoś dziwnie składa, że nie może doczekać się ścieżki legislacyjnej. Łatwo się domyślić dlaczego…
 
To musiało się tak skończyć. A teraz zrodził się jeszcze jeden, być może najpoważniejszy problem – co zrobić z setkami ton padłego drobiu? Spalarnie pracują na okrągło, ale jest ich za mało, nie są w stanie przerobić takiej masy.

Kolejnymi ofiarami mogą zostać mieszkający, nawet dość daleko od  zapowietrzonego obszaru mieszkańcy Mazowsza, a nawet Warmii i Mazur. Ktoś (właściciele ferm, szefowie zakładu drobiarskiego, firmy utylizacyjne, służby sanitarne) wpadł na pomysł, żeby kurze zwłoki „gdzieś” zakopać. I tu się przeliczył. Kolejne wioski, gminy, społeczności lokalne zaprotestowały – tylko nie u nas! Próbowano w gminach Kuczbork, Lubowidz, Lipowiec – oburzyli się mieszkańcy i lokalne władze. Postanowiono wywieźć je gdzieś dalej, znaleziono nawet chętnego właściciela pola, aż za Gołyminem. I kiedy podążał już tam nocą (w asyście policji!) transport z padliną, drogę zagrodziły im traktory mieszkańców Zawad, Gołymina, Karniewa. Ludzie nie życzyli sobie grzebowiska: niebezpiecznego dla ich zdrowia, wykonanego pospiesznie, bez gwarancji, że kurze zwłoki wrzucone do dołów nie zatrują wód gruntowych. Ciężarówki z ładunkiem musiały zawrócić.

„Pochówku” padłych i zagazowanych kur odmówiły także Lasy Państwowe i MON (poligony). Kolejne wsie, które dowiadują się, że pod ich opłotkami może powstać grzebowisko mobilizują się do protestu, wystawiają posterunki, obserwują drogi dojazdowe.

Zaraza nie ustępuje, pewnie trzeba będzie zabić kolejne miliony ptaków, a jeszcze leżą niesprzątnięte miliony martwych w kurnikach. Przyjazd w ub. tygodniu do Ciechanowa wojewody mazowieckiego i głównego weterynarza kraju, ich wystąpienia przed delegaturą Urzędu Wojewódzkiego, wykazały zupełny brak pomysłu władz państwowych i sanitarnych, jak zlikwidować skutki zarazy, rozwiązać problemu utylizacji. Poza szukaniem kolejnego miejsca na grzebowiska.

A wypowiedziane przezeń słowa: „mieszkańcy nie mogą protestować przeciw grzebowiskom” zamiast oczyścić atmosferę w regionie, jeszcze bardziej ja zatruły. Otóż mogą, panie wojewodo, panie doktorze. Nawet muszą.

RYSZARD MARUT
Ciechanów, 11 maja 2021